Mam na imię Roxana. W przecudownych psach rasy Border Collie naprawdę zakochałam się na Międzynarodowej Wystawie Psów w Łodzi w 2007 roku, gdzie po raz pierwszy ujrzałam je na żywo. Kiedy już rodzina zgodziła się na przyjęcie kolejnego czworonożnego członka, zaczęłam wraz z mamą szukać hodowli, z której szczeniak byłby do odebrania na początku wakacji. Zależało mi na tym by być z nim przez cały wczesnoszczenięcy okres jego życia, byśmy nie byli ograniczeni czasem we wzajemnym poznawaniu siebie. Po długich poszukiwaniach w końcu udało nam się znaleźć miot, w którym jedna istota oczarowała mnie w kilka sekund… Wybór padł na najbardziej czarną z dwunastu szczeniąt - suczkę Lukę. Licząc dni i godziny, nie mogłam się doczekać, kiedy wezmę ją w objęcia…
Ósmego lipca mała czarno-biała kulka była już z nami w domu. Prócz mnie wychowywał ją nasz pierwszy pies wzięty ze schroniska, najukochańszy Garet - „mastif hiszpański”, który z wielką cierpliwością znosił jej szalone szczenięce wybryki. Niestety odszedł już za „tęczowy most”. Luka natomiast wyrosła na zdrową, śliczną reprezentantkę cudownej rasy border collie. To właśnie z nią stawiałam swoje pierwsze kroki na ringu. Nikt, kto tego nie doświadczył, nie jest w stanie sobie wyobrazić jak wielkie emocje potrafią wywoływać wystawy.




